Hashimoto – jak radzę sobie z chorobą? Moja historia.

Cześć!

Na wstępie powiem, że wpis jest bardzo długi, ale jeżeli masz go przeczytać tylko połowicznie to lepiej nie czytaj wcale, a to tylko dlatego bo napisałam to w taki sposób, żeby każdy mógł zrozumieć mój przypadek. Opisuję jak się czułam przed zdiagnozowaniem, jak po, jakie objawy mi towarzyszyły, jak sobie poradziłam z tym oraz jakie mam teraz podejście do Hashimoto. Jestem pewna, że jeżeli to czytasz to albo podejrzewasz tą chorobę u siebie, albo próbujesz się z nią uporać, albo szukasz odpowiedzi na nurtujące Cię pytania, albo po prostu szukasz wsparcia.

Tym postem mam nadzieje, że rozwieję większość twoich wątpliwości i znajdziesz odpowiedzi na pytania, które bardzo często dostaję w wiadomościach prywatnych. Mianowicie „Jak ty to zrobiłaś?”, „Jak wyleczyłaś Hashimoto? “Przecież to niemożliwe”, „Od czego zacząć?”, „Czy wystarczy sama dieta?”, „Ile czasu Ci to zajęło?”, „Jak ty to zrobiłaś, że nie odczuwasz żadnych objawów?!”, „Jak, jak, jak!!!??”

Zacznę od kilku słów wyjaśnienia. Hashimoto czyli autoimmunologiczne zapalenie tarczycy to choroba prawdopodobnie niewyleczalna. To nie jest tak, że ja nie mam żadnych dolegliwości. Po dziś dzień biorę leki, jednak ustabilizowałam wszystko na tyle, że nie odczuwam skutków choroby na codzień. Oczywiście mam też takie momenty (zdarzają się bardzo rzadko) kiedy objawy choroby dają mi się we znaki i wtedy czuję się bardzo słabo, jestem ospała, zmęczona, mam kiepski nastrój podchodzący pod depresyjny, mam suchą skórę, kłopoty z koncentracją i czuję się po prostu jak gówno. W takich momentach zdaję sobie sprawę, że to wszystko jest okej. Takie dni będą mi się zdarzały, ponieważ jestem chora. To mnie nie ominie. Jednak ku pocieszeniu powiem Wam, że na palcach dwóch rąk mogłabym zliczyć takie dni w zeszłym roku, więc źle ze mną nie jest. Większość ludzi ma takie wahania ???? 

Czym jest hashimoto?

(jeżeli wiesz, to pomiń tylko ten fragment)

Nazwa choroby Hashimoto pochodzi od nazwiska chirurga Hakaru Hashimoto (z pochodzenia był Japończykiem), który w 1912 roku opisał tą chorobę, więc zdiagnozowana jest już przeszło 100 lat. Hashimoto to nic innego jak przewlekłe limfocytowe zapalenie tarczycy. Choroba ma podłoże autoimmunologiczne. Brzmi dosyć zawiło, ale postaram się to wytłumaczyć w dosyć prosty sposób. U zdrowego człowieka układ immunologiczny czyli odpornościowy, chroni przez zakażeniami i chorobami. W przypadku nieprawidłowo działającego układu odpornościowego, produkuje on przeciwciała skierowane przeciwko jakimś narządom. W przypadku Hashimoto kieruje przeciwciała przeciwko tarczycy, a w wyniku tego uszkadza ją. Organizm myśli, że tarczyca to jakieś ciało obce i trzeba ją zniszczyć. To powoduje jej stan zapalny, a w konsekwencji jest na tyle obciążona, że produkuje mniej hormonów. Mniejsza produkcja hormonów tarczycy zwana jest niedoczynnością tarczycy. Wyróżnia się też nadczynność gdzie gruczoł ten produkuje za dużą ilość hormonów, wtedy nie będzie to Hashimoto tylko choroba “Gravesa i Basedowa”, ale to zupełnie inny temat, którego nie będę poruszać w tym poście. Zagłębiając się jeszcze bardziej: tarczyca produkuje hormony regulujące cały organizm. Jednym z nich jest tyreotropina (TSH). Jest to hormon produkowany przez przysadkę mózgowa, który ma za zadanie pobudzenie tarczycy do produkcji hormonów T3 i T4 odpowiedzialnych za regulację przemiany materii w organizmie. Hormon T4 dostarczamy w przypadku choroby za pomocą tabletek. T4 odpowiada za ilość hormonów tarczycy, natomiast T3 za to jak te hormony są „dostarczane do komórek”. Wszystko to jest bardzo ważne i prawidłowe poziomy zarówno TSH, T3 i T4 są niezbędne to prawidłowego funkcjonowania tarczycy i całego organizmu. Choroby autoimmunologiczne często występują razem ze sobą, tzn. przy zapaleniu tarczycy istnieje większe prawdopodobieństwo, że może wystąpić również cukrzyca czy bielactwo, które również mają podłoże autoimmunologiczne. W moim przypadku jest to hashimoto i bielactwo. 

Jakie badania wykonać?

Na początku lekarz zleci wykonanie TSH. Szczerze? Robiłam tylko to badanie regularnie przez rok czasu i nikt nie był w stanie zdiagnozować co mi jest. Należy wykonać ich nieco więcej, żeby mieć szerszy pogląd na stan zdrowia. Poniżej podam jakie badania musicie zrobić jeżeli zauważycie u siebie jakiekolwiek objawy, które mogą być połączone z zapaleniem tarczycy (o objawach jakie mi towarzyszyły napiszę w dalszej części).

Konieczne jest zrobienie badania oceniającego czynność tarczycy czyli TSH (jeżeli będzie powyżej normy to można przypuszczać, że coś zaczyna się dziać- jednak wcale nie musi), poziom hormonów tarczycy czyli T3 i T4 (przy hashimoto stężenia będą poniżej normy), ilość przeciwciał skierowanych przeciwko tarczycy czyli anty TPO (układ odpornościowy rozpoznaje komórki tarczycy jako obce i traktuje je jak zagrożenie produkując większa ilość anty TPO) oraz anty TG (to z kolei są przeciwciała produkowane przez tarczyce przeciwko tyreoglobulinie czyli hormonalnemu białkowi biorącemu udział w późniejszej syntezie T3 i t4), opcjonalnie jeszcze prolaktyna.

Jak wyglądało zdiagnozowanie Hashimoto w moim przypadku?

Trwało to niecały rok, a zdiagnozowanie nastąpiło w drugiej połowie 2015 roku. Dlaczego poszłam na badania i jak trafiłam do lekarza? Wiecie jak to jest, jak jest dobrze to jest dobrze, ale jak zaczyna się coś dziać to wpadamy w panikę. Tak też było w moim przypadku. Byłam bardzo zmęczona, potrafiłam usnąć dosłownie na ławce w parku, czułam się taka „spowolniona”, bez życia. Moja skóra wysychała na wiór, włosy zaczęły wypadać, spałam po kilkanaście godzin dziennie z przerwami na jedzenie i ogarnięcie się. Bardzo marzłam (przykrywałam się kocem w 30 stopniach na plaży), bolały mnie mięśnie, nic mnie nie cieszyło, miałam stany depresyjne, ogromne problemy z przyswajaniem wiedzy. Akurat byłam na studiach, więc choroba odwiedziła mnie w dosyć niefortunnym momencie. Chcę Wam zobrazować, że naprawdę czułam się jak schorowana staruszka…  Przestałam też miesiączkować, miałam 20 lat, więc było to zdecydowanie niepokojące. Stan ten utrzymywał się przez 9 miesięcy, a moje ciał nabierało mnóstwo wody, wtedy przytyłam około 10 kg. Czułam się strasznie, chodziłam na siłownie, biegałam mimo totalnego zmęczenia, a waga wciąż rosła. Bezskutecznie chodziłam do ginekologów, którzy rozkładali ręce i nie potrafili mi pomóc. Wtedy przez zupełny przypadek trafiłam do endokrynologa. Pani doktor zleciła mi badania na tarczyce (dokładnie takie jakie wypisałam powyżej) oraz przepisała mi luteinę, która miała za zadanie przywrócenie miesiączki. Trwało to 4 miesiące. W piątym miesiącu miałam już nie brać luteiny tylko poczekać, aż miesiączka przyjdzie sama. Jezu… nawet nie wyobrażacie sobie jaki ból mi wtedy towarzyszył, kiedy pierwszy raz po takim czasie mój organizm ruszył się do pracy i naturalnie, bez wspomagaczy, dostałam okres. Wymiotowałam z bólu, zwijałam się na podłodze i ryczałam jak dziecko. Trafiłam do szpitala gdzie dostałam kroplówki i silne leki przeciwbólowe. Okres w końcu powrócił i zdecydowanie mi o sobie przypomniał… ???? 

Dobra, wracając do wyników badań jakie wykonałam. Wszystkie były prawie, że w normie poza jednym anty TPO. Złapałam się za glowe jak zobaczyłam wyniki… Norma była od 0 do 35, a ja miałam podwyższone na 900… Lekarka odrazu przepisała mi tabletki euthyrox w dawcę 25 (później zwiększyliśmy na 37,5), oraz poinformowała mnie, ze będę się leczyć do końca życia…

Jak zareagowałam na wiadomość o chorobie?

W mojej głowie wtedy był zupełny chaos, czułam się jakbym dostała wyrok śmierci. Mówiłam sobie „Boże, jak to tabletki do końca życia? Czy ja umieram, czy z tym się da żyć?” Pewnie takie myśli ma/ miała niejedna z Was, więc wiecie o czym mówię. Zadzwoniłam do mamy zapłakana, poinformowałam ją o diagnozie, później do mojej współlokatorki, taty i przyjaciółki. Zupełnie jakbym się żegnała ze wszystkimi ludźmi, których znam ???? Tabletki na tarczycę zaczęłam brać wtedy co luteinę na wywołanie okresu, więc wszystko złożyło się w niezłe combo doprowadzając mnie do psychicznego dołka. Nie dość, że przez te wszystkie objawy czułam się strasznie to jeszcze informacja o chorobie i brak miesiączki ????????‍♀️ Na szczęście w mojej głowie rodziła się myśl, że przecież biorąc leki z dnia na dzień powinno być coraz lepiej. 

 

Kiedy tabletki zaczęły działać? 

Mniej więcej po pół roku. Wtedy już normalnie miesiączkowałam, zdążyłam się oswoić z myślą „wyroku”, a objawy mocno się uspokoiły. Niestety waga nie drgnęła (na co mocno liczyłam), więc stwierdziłam, że to będzie idealny moment żeby popracować nad tym i poszukać pomocy u dietetyka.

Dieta potrafi zdziałać cuda!

Bałam się sama za to zabrać, więc z pomocą przyszła mi moja mama, która zgodziła mi się towarzyszyć. Pojechałyśmy do kliniki, gdzie zrobione miałam badania z krwi, moczu i śliny (zrobicie je w każdym punkcie dietetycznym oferującym takie usługi). Pod to wszystko dostałam rozpiskę, co mogę jeść a czego się wystrzegać, w jakich proporcjach, godzinach, odstępach czasowych. Niesamowity napływ mnóstwa nowych informacji, zupełnie nie wiedziałam od czego zacząć, za co się zabrać, jak to kurde ogarnąć?! Jednak byłam tak mocno zdeterminowana, tak bardzo się zawzięłam, że każdy z posiłków skrupulatnie przygotowywałam, odliczałam, ważyłam i jadłam. Było to 5 posiłków dziennie. Mówiłam sobie „Angela, dasz radę. Zaufaj i rób wszystko zgodnie z wytycznymi, efekty na pewno będą!”. Dodam też, że wtedy zmieniłam leki z Euthyroxu na Letrox bo po nim dużo lepiej się czułam. Po 3 miesiącach wróciłam do swojej wagi sprzed choroby!!! Cieszyłam się niesamowicie! Byłam bardzo szczupła, jednak miałam sylwetkę jak dziecko, bez mięśni i żadnego kształtu. Po tym jak zrzuciłam kilogramy wybrałam się po raz drugi i ostatni do dietetyka. Ustabilizowałam dietę i zaczęłam zdrowo jeść na codzień, bez wahań na wadze. Po ustabilizowaniu mojej diety, wybrałam się na siłownie. Odkryłam trening siłowy, uczyłam się każdego ćwiczenia przez oglądanie tutoriali na YouTube, chodziłam na osiedlową siłownie i w każdym wolnym momencie ćwiczyłam. Kilka razy w tygodniu biegałam wzdłuż Odry, odżywiałam się bardzo zdrowo, już nie tak radykalnie jak wtedy kiedy chciałam schudnąć. Moja sylwetka w przeciągu pół roku mocno się zmieniła. W sumie nie tylko moja sylwetka, ale również moja psychika! W ten sposób udowodniłam sobie, że wszystko jest możliwe! To był idealny początek mojego późniejszego, świadomego i lepszego życia! 

Nie będę dokładnie opisywać diety jaką wtedy stosowałam bo każdy jest inny, każdy ma inne predyspozycje. Mogę powiedzieć tyle, że w tamtym okresie zrezygnowałam z nabiału, pieczywa, słodyczy, sosów i fast foodów. Jadłam bardzo dużo warzyw, piłam dużo wody, jadłam ryby i zero smażonych rzeczy. Te nawyki tak mocno się utrwaliły w moim życiu, ze nadal je stosuję, jednak z pewnymi odstępstwami. Pozwalam sobie na fast foody, na słodycze, ale znam swój organizm i wiem jak w tym wszystkim znaleźć  balans. Nie można przecież popadać w skrajności.

Lepsze życie z chorobą?

TAK!!! W tym momencie uważam, że nic się nie dzieje bez przyczyny i Hashimoto też nie bez powodu pojawiło się w moim życiu! Nabrałam ogromnej świadomości własnego ciała, jego gorszych i lepszych momentów. Wzbudziło to we mnie rewelacyjne nawyki, których ciężko byłoby się nauczyć bez przymusu. Przeczytałam mnóstwo książek o chorobie i odżywianiu przez ten czas. Znam się z Hashimoto najlepiej na świecie i zaprzyjaźniłam się z tą chorobą ???? Może to dziwne co powiem i mało logiczne, ale jestem wdzięczna, że wykryto u mnie zapalenie tarczycy. Wcześniej zupełnie nie dbałam o swoje zdrowie, nie znałam swojego organizmu, mocno imprezowałam (czas studiów) i nie zdawałam sobie sprawy nawet jak to jest być chorym. Hashimoto nie spowodowało u mnie większego uszczerbku na zdrowiu, ale wystraszyłam się na tyle mocno, że przez kilka miesięcy czułam się jak z wyrokiem śmierci. Robiłam wszystko co w mojej mocy, żeby wrócić do sprawności fizycznej i psychicznej. To bardzo mocno mnie podbudowało, stałam się silniejsza i bardziej doświadczona.

Na koniec muszę przyznać, że brakowało mi takiego zwykłego wsparcia. Nie mówię tu o wsparciu najbliższych bo takie miałam, tylko o wsparciu osób, które miały do czynienia z Hashimoto, które zmagają się z tą chorobą, jak czuły się po zdiagnozowaniu, jak sobie radzą i czy faktycznie Hashimoto to wyrok. Czułam jakbym odkryła to wszystko jako pierwsza, jakbym była z tym wszystkim sama, nie wiedziałam do kogo się zwrócić, kto mi może pomóc. Teraz wiem, że takich osób jak ja są tysiące. Wszyscy, którzy zwracają się bezpośrednio do mnie szukają pomocy, liczą właśnie na takie wsparcie i braterstwo. Dlatego wiedz, że nie jesteś w tym sama/sam. Z własnego doświadczenia powiem Wam, że odpowiednie leczenie, styl życia i zaprzyjaźnienie się z chorobą sprawia, że człowiek staje się mentalnie zdrowy/a! Tabletki traktuję jak taką oczywistą codzienność, nie jak przymus czy negatywny obowiązek. Najwiecej zależy i tak od nastawienia psychicznego! Jeżeli po przeczytaniu tego całego postu, nadal będziesz miała/miał jakieś wątpliwości to możesz do mnie napisać, postaram się pomóc ????

Love, Angela Dańczak

Zdjęcia poniżej przedstawiają trzy etapy zmiany mojej sylwetki:

1) zmiana tylko i wyłącznie po diecie, bez ćwiczeń!

2) chwile przed zdiagnozowaniem tarczycy (|kiedy nie miałam okresu) i prawe po pół roku diety i 3 miesiącach ćwiczeń

3) lewe w momencie kiedy ważyłam najwięcej (około 61 kg), prawe po diecie i ćwiczeniach

hashimoto, metamorfoza, schudnąć, jak schudnąć, hashimoto, niedoczynność tarczycy, tarczyca, choroba, szczupła, jak szybko schudnąć, historia hashimoto, moja historia, jak leczyć hashimoto