Pielęgnacja twarzy – jak wygląda mój codzienny rytuał?

Dzień dobry kochani! Od dłuższego czasu zasypujecie mnie pytaniami “Jak dbam o swoją cerę?”, “Jak wygląda moja pielęgnacja twarzy?”, “Jakich kosmetyków używam?”, “Jakie kremy polecam?”, “Jak zmywam makijaż?” etc. Doszłam do wniosku, że nie jestem w stanie tak szczegółowo każdemu z osobna odpowiedzieć, stąd pojawił się pomysł na post. Mam nadzieję, że każdy z Was znajdzie tu odpowiedź na nurtujące go pytania. W dalszym ciągu służę pomocną, więc jak coś będzie nie jasne, to piszcie.

Leczenie

Teraz po krótce przedstawię Wam historię mojej skóry. Uwierzcie mi na słowo, nie zawsze wyglądała tak dobrze. W lutym 2017 roku zauważyłam, że coś niedobrego zaczyna się dziać z moją cerą. Buzia była chropowata, na policzkach robiły mi się małe grudki, a pory były bardzo rozszerzone. Myślałam, że to chwilowe i jak kilkukrotnie nałożę maseczkę oczyszczającą to problem zniknie. Niestety tak się nie stało i z dnia na dzień było coraz gorzej. W maju poszłam do kosmetyczki na laser w celu zlikwidowania przebarwień, których było coraz więcej. Niestety to nie pomogło, a ja zostałam odesłana do dermatologa w trybie natychmiastowym. Pani doktor nie pochwaliła mnie, że tyle z tym zwlekałam i chciała mi przepisać Izotek. Zapewne większość z Was wie o czym mowa. Jeden z najsilniejszych leków powodujący przesuszenie skóry i błon śluzowych, nadwrażliwość na promieniowanie UV i przede wszystkim bardzo obciążający wątrobę. Jako, że zbliżały się wakacje, odmówiłam przyjęcia leku i zaproponowano mi leczenie: Unidox Solutab, Zineryt (preparat zawierający antybiotyk makrolidowy oraz cynk), oraz maść Epiduo (stosowana przy leczeniu trądziku pospolitego z zaskórnikami, grudkami i krostkami). Zalecono również zakup La Roche-Posay Effaclar Duo (krem tonujący zwalczający niedoskonałości, któremu jestem wierna po dziś dzień). Leczenie miało potrwać 3/4 miesiące, ale nie dostałam gwarancji, że problem nie wróci. Musiałabym wtedy zastosować kurację Izotekiem. Nie wyobrażacie sobie jak się cieszyłam, gdy po skończonym leczeniu moja cera zaczęła wyglądać “normalnie”. Grudki zniknęły, powierzchnia skóry się wyrównała, a ja odzyskałam komfort życia. Na szczęście problem nie powrócił, a jak zauważam, że cokolwiek zaczyna się dziać z moją skórą, natychmiast reaguję. Po pewnym czasie zaczęłam ponownie używać kryjących podkładów, codziennie się malowałam i zaobserwowałam, że jak tak dalej pójdzie, znów mogę mieć kłopoty. To był jeden z najlepszych impulsów do tego, żeby zrezygnować z makijażu. Na codzień się nie maluję (używam jedynie kremu tonizującego z La Roche-Posay), świadomie dbam o moją skórę, nie męczę jej i nauczyłam się z nią współgrać. Od tego czasu buzia wygląda po prostu zdrowo, nie mam z nią większych problemów, przebarwienia w większości zniknęły, nie przesusza się nadmiernie i nie przetłuszcza. Nie jest też idealna bo nadal mam skłonności do zapychania porów, a przed miesiączką wyskakują mi “niespodzianki”, jednak jest to na minimalnym poziomie. Dodam tylko, że przez te 1,5 roku zdrowo się odżywiałam i brałam prawie codziennie witaminy. Nie wykonywałam żadnych inwazyjnych zabiegów typu ostrzykiwanie osoczem, kwasy, lasem itp. Byłam kilka razy na oczyszczaniu manualnym, zabiegach pielęgnacyjnych z użyciem masek algowych i profesjonalnych kosmetyków. Z góry przepraszam za zdjęcia bo wiem,  że są dosyć nieprzyjemne. Chciałam Wam jednak pokazać, że problem faktycznie był spory, a ja nie mam tendencji do wyolbrzymiania.

brzydka cera, wypryski, niedoskonałości, trądzik
brzydka cera, wypryski, niedoskonałości, trądzik
brzydka cera, wypryski, niedoskonałości, trądzik
Codzienna pielęgnacja twarz krok po kroku

Poznaliście już tą drastyczną historie mojej skóry, więc teraz Wam opowiem, jak wygląda moja codzienna pielęgnacja twarzy. Przełomem było zagłębienie się w koreański rytuał piękna. Przeczytałam wiele artykułów i książek. Ba! Nawet napisałam pracę licencjacką na ten temat. Urzekła mnie prostota i niesamowita świadomość w dbaniu o siebie. Nawet nie pomyślałabym, że tak małe zmiany, mogą przynieść tyle pożytku, a ich skutki tak pozytywnie wpłyną na mój wygląd.

Demakijaż

Zacznę od podstaw czyli od zmycia pozostałości makijażu, kurzu i zanieczyszczeń, z którymi skóra ma styczność w ciągu dnia. Pierwszego kosmetyku, którego używam w tym celu jest mydełko propolisowe z Natura Siberica. Jest niesamowicie wydajne (opakowanie starcza na conajmniej pół roku), pięknie pachnie i kosztuje około 20 zł. Używam go od 3 lat i liczę na to, że nigdy go nie wycofają z drogeryjnych półek! W składzie dominują olejki, które wiążą się z sebum na skórze i zmywają cały tłuszcz, brud, a nawet wodoodporny makijaż! Mydło działa przeciwzapalnie, antyseptycznie, ściągająco, tonizująco i przede wszystkim regenerująco. Propolis zwany “złotym środkiem”, używany jest przy leczeniu ran. Ponadto wykazuje właściwości przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze i przeciwwirusowe. Kolejnym krokiem jest płyn micelarny. Nakładam na dwa waciki i kolistymi ruchami przemywam całą buzie, szyję i dekolt. Tak oczyszczona skóra jest gotowa na dalsze etapy wieczornej pielęgnacji.

mydło, mydło propolisowe, propolis, płyn micelarny, loreal, demakijaż
Peeling

Nie codziennie, ale 2 razy w tygodniu wykonuję peeling. W zależności od potrzeb mojej skóry wybieram albo peeling enzymatyczny (delikatniejszy), albo ziarnisty (mocniejszy). Bardzo lubię ten z Purederm za jego delikatność, a zarazem skuteczność. Działa trochę nawilżająco, ściera wierzchnią warstwę rogową, która “roluję się” pod palcami. Buzia wygląda bardzo świeżo. Kosztuje około 16 zł i starcza na kilka miesięcy przy używaniu raz w tygodniu. Drugi kosmetyk, z którym się bardzo polubiłam to peeling kawowy z Hello Body. Ten z kolei ma niezwykle przyjemny, naturalny skład. Drobno zmielona kawa działa nieco głębiej, aniżeli enzymy. Czuję ostre grudki pod palcami, które świetnie pobudzają skórę. Uwielbiam go za zapach, a koszt to około 100 zł. Fajną alternatywą są też chusteczki złuszczające z Sephory. Z jednej strony są gładkie, a z drugiej mają wypustki. Nie wymagają użycia wody, nie pozostawiają tłustego filmu na twarzy. Usuwają wszelkie zanieczyszczenia i martwe komórki. Dodatkowo w składzie posiadają węgiel, który działa oczyszczająco. Według mnie są najmocniejsze ze wszystkich wymienionych przeze mnie peelingów. Kosztują około 30 zł. Nie polecam osobom z cerą wrażliwą, gdyż są naprawdę hardcorowe.

sephora, chusteczki złuszczające, hello body, purederm, peeling enzymatyczny
Maseczki

Uwielbiam robić maseczki! Często kupuję takie w płacie, niestety są jednorazowe, więc siłą rzeczy nie załapały się na zdjęcie. Staram się nie wracać do masek już przeze mnie sprawdzonych, ponieważ jest ich tak dużo na rynku, a ja kocham testować nowości. Przedstawię Wam te, które teraz używam. Moim obecnym ulubieńcem jest Hello Body Coco Clear. Przepięknie pachnie, zresztą jak wszystkie kosmetyki z tej firmy. W składzie znajdziemy glinkę Heilmoor, która ma właściwości terapeutyczne i oczyszczające. Maseczka zwęża pory, pomaga w pozbyciu się wyprysków, zanieczyszczeń i toksyn. Trzymam ją na buzi dosłownie kilka minut, a skóra jest napięta i przyjemna w dotyku. Koszt takiej przyjemności to około 119 zł z tym, że możecie skorzystać z mojego kodu rabatowego ANGELADANCZAK20 otrzymując 20% rabatu! Maseczkę możecie kupić TU. Na uwagę zasługują również produkty od Babuszki Agafii. Ja wybrałam maskę witaminową, fitoaktywną (różowa). Po nałożeniu na buzie przyjemnie rozgrzewa, przepięknie pachnie i ma konsystencję kisielu. Działa nawilżająco i regeneracyjnie. Druga maska jest oczyszczająca, na bazie błękitnej glinki, która zawiera sole mineralne i mikroelementy. Matuje, obkurcza pory, działa przeciwzapalnie, tonizuje i oczyszcza. Koszt obu produktów to około 10 zł za 100 ml.

babuszka agafii, hello body, coco clear, maseczka oczyszczająca
Walka z niedoskonałościami

Tak jak pisałam wcześniej: ja też miewam dni, kiedy moja skóra się buntuje. Pojawiają się wypryski i drobne niedoskonałości. W trakim wypadku ratują mnie maści i Octenisept. Ten wielofunkcyjny płyn używam miedzy innymi po goleniu nóg, na drobne rany i poparzenia. Posiada działanie bakteriobójcze, grzybobójcze i wirusobójcze, więc idealnie leczy wszelkie zmiany. Nie podrażnia skóry i nie wysusza, ponieważ nie zawiera alkoholu. Jak widzę, że moja cera go potrzebuje to psikam nim kilka razy na wacik i przemywam buzie. Koszt to około 18 zł za 50 ml. Kolejne dwie maści są dostępne tylko na receptę. Pierwszą z nich- Epiduo, opisywałam wyżej przy leczeniu, natomiast Triderm jest to maść sterydowa, wspomagająca leczenie trądziku pospolitego i różowatego, oraz można ją używać na rany i uszkodzoną skórę. Kosztuje około 30 zł. Należy pamiętać, że wszystkie leki powinniśmy używać tylko i wyłącznie na noc, a w ciągu dnia nie można zapominać o filtrach przeciwsłonecznych. Można nabawić się okropnych przebarwień, które bardzo ciężko później usunąć.

maści epiduo, octenisept, triderm, leczenie, leki, niedoskonałości
Nawilżenie

Bardzo ważną kwestią i podstawą pielęgnacji jest nawilżenie. Każdy rodzaj cery go potrzebuje. Ja niestety muszę bardzo uważać przy doborze tego typu kosmetyków bo tak jak pisałam wyżej, mam tendencję do zapychania porów. Moim absolutnym, niezwykle delikatnym ulubieńcem jest krem z Clinique. Mam go w pojemności 125 ml i używam go od stycznia! Kosztuje około 180 zł, ale patrząc na jego wydajność i jakość to cena jest jak najbardziej odpowiednia. Mega nawilża, szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, nie czuć go na buzi. Idealnie się sprawdza jako baza pod makijaż. Używam go niemalże codziennie rano i wieczorem. Gdy czuję, że potrzebuję czegoś bardziej treściwego to sięgam po apteczny Cetaphil. Pojemność 250 ml to koszt 50 zł. W składzie znajdziemy panthenol (łagodzi podrażnienia i przyśpiesza regenerację), olej z awokado (źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych i wit E) oraz glicerynę (silnie wiąże wodę w skórze). Używam go tylko na noc. Emulsja ta zostawia na buzi lekko tłusty film. Kolejnym kosmetykiem jest żel chłodzący z Clarins, ja co prawda mam go w pojemności 15 ml (dostałam jako próbkę w Douglasie) i używam od niedawna, ale bardzo sobie chwalę. Cena jest zaporowa bo za 50 ml zapłacimy aż 200 zł, a niestety jest słabo wydajny. Przywraca równowagę wodną, silnie nawilża, skóra jest po nim rozświetlona i odświeżona, idealny na letnie upały. Pomijając wszystkie kremy, żele i emulsje to jedną z najbardziej nawilżających substancji na świecie jest zwykły aloes. Ja swój mam z Holika Holika i w składzie jest go aż 99%. Zapłaciłam za niego około 26 zł, pojemność 250 ml. Możecie go używać dosłownie na wszystko! Na całe ciało jako balsam, na buzie jako krem, na włosy jako maseczkę oraz dodawać do wszelkiego rodzaju kosmetyków, żeby spotęgować ich działanie i zmienić na bardziej nawilżające. Pod oczy używam kremu z kofeiną i z kwasem hialuronowym z La Roche-Posay. Z racji wieku nie potrzebuję preparatów przeciwzmarszczkowych, jednak do nawilżenia przykładam niezwykłą uwagę. Koszt to około 50 zł za 15 ml, ale wierzcie mi na słowo, mam go od końca listopada czyli już 8 miesięcy!

pielęgnacja twarzy, aleos, holika holika, cetaphil, clarins, la roche posay, cliniq, kre, krem nawilżający
Szczoteczka FOREO

Moim absolutnym hitem i ostatnim odkryciem jest szczoteczka Foreo Luna mini 2. Nie chciałam jej uwzględniać przy demakijażu, ponieważ używam jej zaledwie tydzień. Jeszcze nie mogę wydać ostatecznej opinii, ani powiedzieć, że to właśnie dzięki niej zawdzięczam idealną cerę. Napiszę jedynie o moich odczuciach przez te kilka dni używania. Sprzęt ten, nie oszukujmy się, jest bardzo drogi. Koszt takiej przyjemności to niemalże 600 zł. Czaiłam się na nią ponad pół roku bo nie ukrywam, że sceptycznie podchodziłam do takich gadżetów. Koniec końcu udało mi się ją kupić 100 zł taniej. Przechodząc do tematu i moich wrażeń. Po pierwszym użyciu, nie uwierzycie jakie było moje zaskoczenie! Buzia perfekcyjnie gładka jak jeszcze nigdy dotąd. Po 3 dniach powierzchnia naskórka była jeszcze bardziej wyrównana, a po tygodniu usłyszałam od mojego chłopaka, że mam buzie jak dziecko ???? Jak jej używam? Po demakijażu nakładam piankę z Douglas (przepięknie pachnie, koszt 12 zł), rozprowadzam ją na buzi, zwilżam szczoteczkę i wykonuję masaż. Szczoteczka co 15 sekund wibruje, informując że pora zmienić strefę. Cały masaż jest bardzo przyjemny i trwa minutę. Jeżeli będziecie ciekawi to mogę powiedzieć jak mi się sprawdziła na dalszym etapie użytkowania.

Serdecznie Wam dziękuję, że dotrwaliście do końca. Trochę się rozpisałam, ale właśnie dlatego założyłam bloga, żeby móc Was zasypywać informacjami!

szczoteczka soniczna, foreo, pianka, douglas, pianka douglas, różowe foreo, luna mini
Love, Angela Dańczak